Zapomniana historia Festung Breslau

Dzisiaj plac Grunwaldzki jest jednym z najbardziej ruchliwych miejsc Wrocławia. Tysiące samochodów, tramwajów i pieszych przemierzają każdego dnia okolice ronda Reagana. Niewielu jednak wie, że pod współczesnymi ulicami kryje się historia o której mało ludzi wie.
Wiosną 1945 roku w samym sercu oblężonego Wrocławia powstało lotnisko. Aby je zbudować, Niemcy zrównali z ziemią znaczną część własnego miasta.
Miasto, które miało walczyć do końca
Na początku 1945 roku Breslau, dzisiejszy Wrocław, znalazł się w dramatycznej sytuacji. Armia Czerwona otoczyła miasto, a niemieckie dowództwo zamieniło je w twierdzę – Festung Breslau.
Rozkaz był jednoznaczny: bronić miasta bez względu na koszty. Z źródeł dowiadujemy się że Wrocław bronił się dłużej niż Berlin co przyczyniło się do nadania mu tytułu Miasto Twierdza.
Wraz z zaciskającym się pierścieniem oblężenia coraz większym problemem stawało się dostarczanie amunicji, żywności i lekarstw. Istniejące lotniska na Gądowie Małym i Strachowicach były zagrożone przez nacierające wojska sowieckie.
Pojawił się więc pomysł niezwykły i desperacki: wybudować nowe lotnisko wewnątrz miasta.
Początkowo rozważano wykorzystanie Pola Marsowego w pobliżu Stadionu Olimpijskiego. Teren okazał się jednak zbyt mały i podmokły, aby bezpiecznie przyjmować większe samoloty transportowe.
Ostatecznie wybrano reprezentacyjną Kaiserstraße, dzisiejszą oś placu Grunwaldzkiego, rozciągającą się pomiędzy Mostem Grunwaldzkim a Mostem Szczytnickim.
Ulica, która musiała zniknąć

Przed wojną okolice dzisiejszego placu Grunwaldzkiego wyglądały zupełnie inaczej.
Wzdłuż szerokiej alei stały eleganckie kamienice, sklepy oraz monumentalny kościół Marcina Lutra wnoszący się ponad panoramę miasta. W miejscu dzisiejszego ronda Reagana znajdowało się charakterystyczne skrzyżowanie nazywane Szczytnicką Gwiazdą – Scheitniger Stern.
Była to tętniąca życiem część miasta.
W marcu 1945 roku rozpoczęto masowe wyburzenia. Z powierzchni ziemi znikały całe pierzeje kamienic, a wraz z nimi kościół Marcina Lutra i kościół św. Piotra Kanizjusza. Zniszczeniu uległy także inne cenne obiekty, w tym budynek dawnego Archiwum Państwowego.
Nie były to wyłącznie skutki bombardowań. Wiele budynków zostało celowo wysadzonych przez niemieckie oddziały, aby zrobić miejsce dla samolotów.
Planowano uzyskać pas o długości około 1300 metrów i szerokości około 300 metrów.
W ciągu kilku tygodni reprezentacyjna dzielnica zamieniła się w ogromną przestrzeń pokrytą gruzem, pyłem i ziemią.
Lotnisko budowane pod ostrzałem
Najtragiczniejsza część tej historii dotyczy ludzi zmuszonych do pracy przy budowie.
Do usuwania gruzów i wyrównywania terenu kierowano mieszkańców oblężonego miasta, robotników przymusowych, kobiety, a nawet dzieci i młodzież.
Pracowano od wczesnego rana do późnego wieczora. Nad robotnikami czuwali uzbrojeni strażnicy, a uchylanie się od obowiązku pracy mogło prowadzić do surowych kar.
Sowieckie wojska szybko odkryły przeznaczenie powstającej szerokiej przestrzeni. Teren budowy stał się celem ostrzału artyleryjskiego i nalotów.
Ludzie ginęli podczas eksplozji, pod gruzami oraz wskutek skrajnie niebezpiecznych warunków pracy.
W różnych opracowaniach historycznych pojawiają się szacunki od około 3 do nawet 13 tysięcy ofiar związanych z budową lotniska. Dokładnej liczby nie udało się jednak wiarygodnie ustalić.
Dla wielu mieszkańców Breslau budowa pasa startowego stała się symbolem bezwzględności nazistowskich władz wobec własnej ludności.
Czy samoloty rzeczywiście korzystały z lotniska?
Mimo ogromnych zniszczeń i ofiar prowizoryczny pas startowy udało się przygotować do użytkowania jeszcze przed końcem marca 1945 roku.
Na lotnisku pojawiały się szybowce transportowe. Istnieją również przekazy i opracowania wskazujące na lądowania oraz starty samolotów transportowych Junkers Ju 52.
Przez wiele lat powtarzano historię, że z placu Grunwaldzkiego wystartował zaledwie jeden samolot. Dzisiaj wiadomo, że lotnisko było wykorzystywane w większym zakresie, choć dokładna liczba operacji lotniczych pozostaje przedmiotem historycznych ustaleń.
Nie zmienia to faktu, że przedsięwzięcie miało bardzo ograniczone znaczenie militarne. Nie mogło odwrócić losów oblężonego miasta.
Z lotniska do największego targowiska Wrocławia

Historia placu Grunwaldzkiego nie zakończyła się wraz z kapitulacją Breslau 6 maja 1945 roku.
Tam, gdzie jeszcze niedawno znajdowały się kamienice, pozostała ogromna niezabudowana przestrzeń.
W pierwszych powojennych miesiącach zaczęło działać tutaj jedno z największych wrocławskich targowisk, nazywane potocznie szaberplacem.
Sprzedawano niemal wszystko: ubrania, meble, przedmioty codziennego użytku, wyposażenie opuszczonych mieszkań i towary zdobywane w zrujnowanym mieście.
Miejsce, które miało służyć wojskowym samolotom, stało się centrum powojennego handlu.
Co ciekawe, właśnie wojenne wyburzenia sprawiły, że ta część Wrocławia nigdy nie odzyskała swojego dawnego układu urbanistycznego.
Dzisiejsza szeroka przestrzeń placu Grunwaldzkiego jest więc w pewnym sensie trwałym śladem wydarzeń z 1945 roku.
Karl Hanke – człowiek, który opuścił płonące miasto

Z historią lotniska nierozerwalnie związana jest postać Karla Hankego, gauleitera Dolnego Śląska i jednego z najważniejszych nazistowskich przywódców odpowiedzialnych za obronę Breslau.
To właśnie Hanke zatwierdził decyzję o budowie lotniska, którego powstanie wymagało zniszczenia znacznej części miasta i przymusowej pracy tysięcy ludzi.
Przez wiele tygodni wzywał mieszkańców i żołnierzy do bezwzględnego oporu. Kapitulacja była przedstawiana jako zdrada.
Jednak gdy klęska stała się nieunikniona, wydarzyło się coś, co do dziś budzi zainteresowanie historyków.
Według rozpowszechnionych relacji, na krótko przed kapitulacją, prawdopodobnie 5 maja 1945 roku, Karl Hanke opuścił oblężony Wrocław na pokładzie niewielkiego samolotu Fieseler Fi 156 Storch. Okoliczności tego lotu i miejsce startu nie są jednak całkowicie bezsporne.
Człowiek, który nakazywał innym walczyć do ostatniego żołnierza, sam wydostał się z miasta przed jego poddaniem.
Dalsze losy Hankego pozostają nie do końca wyjaśnione. Według najczęściej przytaczanych relacji zginął w czerwcu 1945 roku na terenie dzisiejszych Czech, podczas próby ucieczki z niewoli.
Tajemnica ukryta pod współczesnym Wrocławiem
Dzisiaj trudno wyobrazić sobie samoloty startujące z okolic placu Grunwaldzkiego. Jeszcze trudniej uwierzyć, że szerokie ulice i otwarte przestrzenie tej części miasta powstały kosztem tysięcy ludzkich dramatów.
O tamtych wydarzeniach przypomina skromny kamień pamiątkowy w pobliżu Mostu Szczytnickiego.

Kiedy następnym razem będziemy przejeżdżać przez plac Grunwaldzki, warto spojrzeć na niego inaczej.
Bo nie każda tajemnica Wrocławia znajduje się pod ziemią. Niektóre są ukryte na naszych oczach – w samym układzie ulic, którymi codziennie podróżujemy.
